Dawno mnie nie było na blogu za co z góry przepraszam, ale to nie znaczy, że Was nie odwiedzałam. Przerwa ta była wynikiem zawirowań jakie się u mnie pojawiły. Oj, nie chcę jednak dopuścić, żeby mój blog pajęczynami obrósł :-) dlatego w ramach wiosennych porządków odkurzam bloga, odświeżam go dodając tego posta!
W ramach działalności wieczorno-weekendowej pojawił się u mnie kolejny anioł z masy solnej.
Niedawno wróciłam do domu po udanym zakupie butów na obcasiku. Jednak zakładając je ponownie okazały się odrobinę za ciasne :-/
Kiedyś wybrałam się
na dłuższe wyjście właśnie w takich przyciasnych niestety (nie miałam
innego wyjścia), co skutkowało zdartą skórą z kostek do krwi, a później
niemalże byłam uziemiona w domu na jakiś czas :-/
Tym razem nie chcę być skazana na bolesne cierpienia, zwłaszcza, że koniecznie chcę je zatrzymać. Spróbuję więc innych sposobów na rozepchanie butów. Moja mama zawsze delikatnie stukała młotkiem - pomagało. Słyszałam też o wypchaniu ich gazetami namoczonymi w spirytusie... z tego pomysłu nie skorzystam z uwagi na "zapach".
Chyba zdecyduję się na młotek, ewentualnie na specjalne preparaty przeznaczone
specjalnie do zmiękczania i rozciągania za ciasnych lub uwierających
butów, przecież na rynku dostępnych jest ich bardzo wiele.
A Wy jakie znacie wypróbowane, skuteczne metody?
A Wy jakie znacie wypróbowane, skuteczne metody?
Tymczasem na naszym balkonie zakwitła żółtym kwiatuszkiem forsycja :-)
Miłego, słonecznego tygodnia Wam życzę!






