Od kilku dni testuję mój nowy teleskop i muszę przyznać: Księżyc wciąga bardziej niż najpiękniejsza monstera.
Wiadomo, że natura nie lubi pośpiechu. Obserwacja Księżyca przez ostatnie parę wieczorów bardzo przypominała mi czekanie na rozwinięcie się liścia. Co noc tarcza odsłaniała nieco więcej. Cień cofał się, pokazując nowe kratery, których nie widziałam wczoraj.
Dziś: Wielki finał
Doczekałam się pełni. Księżyc jest teraz wielki, jasny i dominuje nad wszystkim. Choć to dopiero moje pierwsze dni z Seestarem, już czuję, że ta „kosmiczna uprawa” wciągnie mnie tak samo mocno, jak kiedyś rośliny na parapecie.
Podczas gdy na zewnątrz robiło się zimno, ja sterowałam teleskopem z kanapy, patrząc jak na ekranie tabletu rośnie faza Księżyca.
Potem, noc po nocy, obserwowałam jak "przybywa" go na tarczy i w mojej pamięci telefonu. Dziś mamy pełnię, wielki, srebrny finał tej tygodniowej podróży. Księżyc w pełni jest jak rozkwitnięta piwonia: niby znany, a jednak za każdym razem rzuca na kolana swoim blaskiem 

Oto on – majowy finał moich obserwacji. Może i nie pachnie jak bez, ale widok jest równie obłędny.






